W dniu 12 kwietnia b. r. w majątku swym Radziszowie, gdzie od czterech lat zamieszkała, rozstała się z tym światem Wiktorya z hr. Mieroszowskich hr. Dembińska. Zgon tej czcigodnej niewiasty, zasmucił głęboko całą naszą okolicę, i szerokie koło przyjaciół, znajomych, których zmarła wiele bardzo liczyła.
Urodzona w 1824 roku, starannie wychowana za granicą, chociaż wysokiem swem wykształceniem należała do najwięcej postępowych umysłów, przez obcowanie w młodych latach ze znakomitościami przeszłego stulecia, zachowała nie tylko wiele w swej pamięci z ich ciekawych opowiadań, ale nadto zatrzymała coś z układu owych postaci, co dziwnie z jej usposobieniem się zgadzało, i co czyniło ją inną, oryginalną i sympatyczną dla obecnego pokolenia. Była ona jakżeby przedłużeniem onych różnych eleganckich anegdot, i tych dowcipnych opowiadań; obok tego łatwa uprzejma dla każdego, po staropolsku serdecznie gościnna, miała ten ton matronom dawniejszym właściwy, co czynił, że wszystkim w jej salonie dobrze było, pod jej dachem bezpiecznie i ciepło.
Nosiła ona tę staropolską cnotę głęboko w sercu, iż wszędzie, gdzie się pokazała (przebywając przed kilkunastu laty za granicą) przygarniała do siebie rodaków, młodzież uczącą się, artystów, by ich opieką, staraniem otoczyć, a środkami i wpływami dopomódz. Mówiła zawsze: „Skoro mi Bóg dał, że mam na to, powinno coś drugim ze mnie przychodzić.” Umiała wyszukać prawdziwie potrzebnych i tych wspomagała po cichu, bez ostentacji, jak mówi pismo św. „by nie wiedziała prawica co czyni lewica.”
Była najlepszą Polką, obywatelką i prawdziwą patryotką; tak jest, te trzy piękne miana, czy przymioty prawdziwie gorąco czuła; kochała swój język, który znakomicie posiadała i kochała wszystko, co się na naszej ziemi wznosiło, dopomagając czynnie. Gotowa do obywatelskich obowiązków i czynów, o ile te w zakres kobiecy wchodzą, pierwszą była, by się lud wiejski kształcił i umoralnił, czego dowodem niech będzie majątek w Jarosławskiem Rudołowice, który przed 18 laty nabyła, a w którym przez 14 lat mieszkając, tak przyciągnęła lud tamtejszy do siebie, iż wierzyli w jej radę, w jej praktyczny umysł, umiejący się do prostych pojęć nagiąć, udając się zawsze do niej o pomoc, poradę, lub rozsądzenie jakiego sporu, zawsze zadowoleni i posłuszni radzie odchodzili. Otaczała ich też staraniem tak o byt materialny, jak i postęp moralny. Zabroniła sprzedawać grunta żydom, wykupując włościan z bankowych długów, a dając im te grunta na 3 procent dzierżawy i podając możliwość odrobienia długu. Założyła kasę gminną, spichrz i t. p.; darowała grunt na szkołę i ogród — słowem — iż poczciwej tej ludności tak posiadła serca, że po przeprowadzeniu się do Radziszowa, odbierała dowody prawdziwego przywiązania. Pisywali często listy do swej pani, odwiedzali ją w czasie choroby, nareszcie wystosowali pismo do gminy Radziszowa i Woli Radziszowskiej, polecając gminom swoją panią, i prosząc, aby ją otaczali miłością i przywiązaniem, mówiąc im, „że jeszcze nie wiecie, co wy za panią macie, ale nas, tem przekonanych, posłuchajcie.” Gdy Rudołowice odwiedzała, oblegali dwór, by się z nią nacieszyć mogli. Gdy pismo to do gminy nadesłali, było to już w czasie ostatniej choroby, czytając je, dziękowała Bogu za to przywiązanie poczciwego ludu.
Już i w Radziszowie, gdzie lud nie jest tak łatwy do prowadzenia, zaczynał się ten stosunek serdeczny rozniecać, lecz niestety, nieuleczalna choroba przecięła to życie tak czynne, tak drogie dla rodziny i przyjaciół, tak pożytku pełne.
Z anielską łagodnością i słodyczą znosiła cierpienia, jakimi ją Bóg nawiedził, umacniając się gorącą modlitwą i czytaniem Naśladowania Jezusa Chrystusa. Mawiała często do najbliżej niej będącej osoby: „Poddaj się woli Boskiej, nie desperuj, nie martw się; jeżeli mi Najwyższy dłuższego życia nie naznacza, to wszystkie leki i zabiegi daremne.”
Tak się też stało; opatrzona św. Sakramentami, oddała czystą swą duszę Bogu, otoczona najżywszą miłością rodziny i troskliwością zacnych sąsiadów Radziszowa, z którymi jeszcze na kilka godzin przed śmiercią rozmawiała i dziękowała za dowody przyjaźni.
Zwłoki tej zacnej pani przewiezione zostały na wieczny odpoczynek do grobu familijnego na cmentarzu krakowskim.
Zmarła pozostawiła dwóch braci: hrabiego Sobiesława, obecnego ordynata — i Stanisława, posła miasta Krakowa, obydwu zaszczytnie znanych z pism historycznych i działalności w sprawach publicznych. [1]
Jak się dowiaduje Czas, pozostawiła rozporządzenie ostatniej woli, w której wyraża życzenie, aby majątek jej przydzielonym został do ordynacji Mysłowickiej. [2]
ŹRÓDŁA:
Domena publiczna
[1] Czas. [R.38], Ner 96 (28 kwietnia 1885) str. 4; Kłobukowski, Antoni Adam (1813-1892). Red.; 1885.04.28; Źródło: Biblioteka Jagiellońska, 578 V czasop.
[2] Gazeta Lwowska. 1885, nr 87, str. 3; Krechowiecki, Adam (1850-1919). Red.; 1885.04.17; Lokalizacja oryginału: Biblioteka Jagiellońska
[3] Klepsydra – Czas. R.39, Ner 83 (11 kwietnia 1886) str. 6; Kłobukowski, Antoni Adam (1813-1892). Red.; 1886.04.11; Bibl Jagiellońska, 578 V czasop


