Była sobota. Wieczorem tańce na Gubałówce, imieniny u cioci, brydż u sąsiadów. Panie potrzebowały fryzury, panowie — rzetelnego golenia. A gdzie w Skawinie szło się po jedno i drugie, a przy okazji po najświeższe wieści?
Do zakładu fryzjerskiego Pana Jana Jurewicza — miejsca, które dla wielu mieszkańców było czymś znacznie więcej niż salonem męsko-damskim.
Główna Kwatera Skawiny
W budynku przy skrzyżowaniu ulic Żwirki i Wigury oraz Poniatowskiego mieściło się nieformalne centrum informacji: oficjalnych, półoficjalnych, tajnych, spiskowych i czysto kuluarowych. Kto chciał wiedzieć, co się dzieje w mieście, musiał tam zajrzeć.
Zakład Pana Jurewicza tętnił życiem. Sączyła się muzyka, rozmowy płynęły swobodnie, a dzieci zafascynowane zerkały w stronę tajemniczego świata za kotarą — części damskiej, niedostępnej i niemal magicznej.
Mistrz grzebienia i brzytwy
Pan Jan Jurewicz był mistrzem w pełnym znaczeniu tego słowa. Brzytwę ostrzył na grubym, skórzanym pasie z precyzją, która dziś jest już rzadkością. Golenie było rytuałem, strzyżenie — sztuką.
Świadczono tam również „tajemnicze” usługi:
- trwałą ondulację,
- tapirowanie,
- układanie imponujących fryzur przypominających wronie lub bocianie gniazda,
- utrwalanych mgiełką, która na krótko sklejała także dziecięce dłonie i rozdziawione usta.
Był tam nawet duży samowar, w którym — jak głosi legenda — chowana była kasa.
Pani Jurewiczowa i cukierki
Państwo Jurewiczowie mieszkali w bloku obok zakładu. Wielu mieszkańców do dziś wspomina panią Jurewiczową — ciepłą, serdeczną osobę, która dzieciom często rozdawała cukierki. A wiadomo, że wtedy „wszystkie były kupione”.
To ona kręciła komunijne loki:
- słynne „kiełbaski”,
- na piwie z cukrem — metoda skuteczna i niezapomniana.
Tosiek i „Antuan”
Pan Jan wykształcił następcę — Tośka, czyli Antoniego Wnęka. Połowa piękniejszej części Skawiny i okolic wzdychała do niego bez skrępowania.
To właśnie Tosiek otworzył później, w tym samym miejscu, swój własny, równie legendarny zakład — „Antuan”, kontynuując tradycję, klimat i renomę.
Jeżyki, brzytwy i pierwsze golenia
Dla wielu chłopców były to pierwsze spotkania z maszynką i brzytwą. Siadało się na podwyższonym krzesełku, maszynka szła w ruch — i wychodziło się z jeżykiem na głowie.
Niektórzy wspominają też inne zakłady:
- przy ul. Mickiewicza, naprzeciw szkoły nr 3 — miejsce pierwszego golenia z ojcem,
- zakład w stronę PKP, z „mechanicznym fryzjerem” w witrynie, prowadzony prawdopodobnie przez pana Molika.
Kabriolet i inne pasje
Pan Jurewicz znany był również z zamiłowania do wędkarstwa — wędki zamawiał u lokalnego rzemieślnika, wykonywane ręcznie.
A wisienką na torcie był jego zabytkowy kabriolet BMW, który do dziś pojawia się we wspomnieniach mieszkańców i na archiwalnych zdjęciach, m.in. z rodzinnych uroczystości.
ŹRÓDŁO Grupa FB Dawna Skawina: https://www.facebook.com/groups/256853687446505/posts/306516585813548/