Jeszcze całkiem niedawno przy skawińskim rynku działał punkt zegarmistrzowski, dobrze znany wielu mieszkańcom. Budynek należał do rodziny Droździewiczów. Mieszkały tam siostry – nauczycielki, a później Franciszek Droździewicz, taksówkarz i naczelnik OSP Skawina 1. Właśnie tam mieścił się zakład zegarmistrzowski, o którym pamięć przetrwała do dziś.
Mieszkańcy wspominają, że w warsztacie pracowało kilku zegarmistrzów – wśród nich pan Kozioł. W latach 80. wielu skawinian oddawało tu do naprawy swoje zegarki – od popularnych Poljotów i Slavy, po szwajcarskie Doxy, które po renowacji działały jeszcze przez lata.
Dla dzieci była to wręcz magiczna przestrzeń. Stukot wahadeł, bicie zegarów, kukułki wyskakujące z zegarów ściennych i zegarmistrzów siedzących przy biurkach z charakterystycznymi szkłami powiększającymi w oku. Całość tworzyła tajemniczą i niezapomnianą atmosferę.
Po latach jeden z zegarmistrzów przeniósł swój punkt na tyły bloku przy ul. Popiełuszki 6. Klienci nadal odwiedzali go z sentymentu i zaufania, wspominając solidność dawnych usług.
Dziś w miejscu dawnego domu Droździewiczów znajduje się inny lokal usługowy, ale dla wielu mieszkańców wspomnienia o zegarmistrzach z rynku pozostają częścią historii Skawiny.
źródło: Grupa na Facebooku, DAWNA SKAWINA
https://www.facebook.com/groups/256853687446505/posts/597416243390246
